Legenda oGieblowymDziadzie
Apokryf dla początkujących
Siadaj. Jeszcze cebulowe misteria ci wyjawię i będziesz gotowa do próby.
Misteria
— Co ty znowu z tą cebulą?
Tak się u nas mówi na tabernakulum. Niby zwykła skrzynka na chujstwo, ale trochę szacunku, bo w środku sakramenty. W kościele mają wafel i wino. U nas lajnik i giebel. Nie nam oceniać, w czym się komu objawia bóg.
— Nie znam lajnika.
Wieluuu ci zazdrości. Niejeden oddałby wszystko, żeby też go nie znać. Ale tego akurat lajnik nie oferuje.
Kreska
Lajnik wybiera najszlachetniejszych i ukazuje im swe sekrety. Resztę, tych niegodnych, szmaci, zniewala, a na koniec zabija ich i ich rodziny.
— Dobra, ale co to w ogóle jest? Ten Lejtan, Leszczyk, jak mu tam?
Lejtan, Linek, Lajnik, Pasik. Ten legendarny bohater wiele ma imion. Ty możesz mówić: kreska. Podłużny nasyp z narkotyków.
Kiedyś widziałem reklamę jakiegoś programu do projektowania. Wielki billboard, a na nim: „Wszystko zaczyna się od kreski”.
No kurwa. Żebyście wiedzieli.
Towarnakulum
— Aha. A ja myślałam, że to jakieś secret real thing, someplace. Że naprawdę jest gdzieś takie cos.
Bo jest. A przynajmniej było. Prawdziwe Towarnakulum, dawno już splądrowane i zbezczeszczone przez poszukiwaczy wrażeń. Ja byłem tam raz, jeszcze przed tym wszystkim. Wyszedłem o własnych siłach. Nawet pamiętam, jak. Niewielu miało ten luksus.
Stało w melinie Gieblowego Dziada. Niepozorna szafa w głębi sypialni. Mógłbyś całe życie przechodzić obok i myśleć, że chłop trzyma tam spodnie.
A w środku — octowe lodowce czystego 3-MMC.
Setki, tysiące, może miliony gramów. Nikt nie wiedział, bo nikt nigdy nie widział dna. Towaru spokojnie starczyłoby, żeby wykarmić małą wieś przez całe życie. Żaden z uczniów Dziada nie chodził trzeźwy. Większość w ogóle nie chodziła.
Powołanie
W dolnej szufladzie spoczywały hektolitry płynnej głupoty. Maślany rozpuszczalnik, który czynił Dziada kimś więcej niż zwykłym człowiekiem — uniwersalnym symbolem nieskończonych możliwości.
Normalny człowiek patrzył na baniak i widział środek do czyszczenia samochodów. Dziad widział powołanie.
Był zresztą bardzo podobny do Jezusa. Niezwykle hojnie dzielił się obydwoma świętymi sakramentami, szczególnie z młodymi, ładnymi kobietami. Dobroć po prostu nie dawała mu spokoju.
Walhalla
Zmarł honorowo, próbując uczynić świat lepszym miejscem: ćpał chemię samochodową i dostarczał ekstremalnie mocne narkotyki biednym dzieciakom w potrzebie.
Bóg dostrzegł jego cnotę. Cnotę tak wielką, że dziś siedzą obaj ramię w ramię w Walhalli, sączą maślany, euforyczny nektar i podziwiają swoje lśniące rydwany.
Felgi wypucowane na glanc. Wiadomo czym.
Apokryf
Oczywiście to tylko stara gieblajska legenda.
Niektórzy twierdzą jednak, że prawdziwe Towarnakulum zniknęło z meliny jeszcze przed śmiercią Dziada. Że poszukiwacze wrażeń splądrowali jedynie podstawioną atrapę, zawierającą same nieklepiące izomery i zjebane syntezy. Inni czuli, że po prostu brak Dziada w ich gieblu osłabił jego moc i podniecający charakter tej substancji. Mówi się, że Dziad poukrywał kryształy alfy dla wścibskich i tylko on wiedział, które to. Ale do tej pory wszyscy, co to ćpają, czują się wspaniale, więc albo to bujda, albo gwiazdy nam sprzyjają.
Do dziś śmiałkowie szukają prawdziwego Towarnakulum Gieblowego Dziada. Nieliczni, którym udaje się je odnaleźć, wracają z dziurą w pamięci i zruchaną dupą.
Amen.
A teraz, kochana, jesteś gotowa do próby.

